wtorek, 28 kwietnia 2026

Eojjeolsuga eobsda / Bez wyjścia (2025) - Chan-wook Park

 

Ja się uczę, wciąż się uczę kina i przede wszystkim dość brutalnie dramatycznego poczucia humoru azjatyckiego, więc ocenianie każdej produkcji z tego rejonu jest dla mnie jeszcze mało proste i obarczone zagrożeniem nie zrozumienia specyfiki klimatu. Usprawiedliwiam się bowiem nie chcę nie docenić, czy wręcz swoją ignorancją ewentualną obrazić tak twórców jak i zaawansowanych fanów formy z egzotycznego kraju pochodzenia. Podobno Bez wyjścia (co mocno zaskakujące) oparte jest na powieści amerykańskiego autora i w założeniach miało być realizowane w Stanach, ale coś tam, coś tam nie teges i finalnie jest, ale w innym kulturowym anturażu. Może przez to mnie laikowi przypomina formułą oraz miejscem zakorzenienia Parasite i stąd mam ten problem, że niekoniecznie wlazłem w jego metodologię, a może chodzi o to, że Chan-wook Park stworzył hybrydę kina zbudowanego na fundamencie obyczajowo-społecznym, w klimacie przymrożonego oka wklejonego w slasherową makabrę. Gorzką, makabryczna satyrę, z rozbudowanym scenariuszem, wyobraźnią autorów bez niemal hamulców, do której potrzeba niemałego dystansu i bardzo otwartego umysłu, bo mimo że chwilami uznawałem, iż to takie poprzeginane, że aż mega zabawne, to mam odczucie obcowania z kinem pod pozorem zimnokrwistego szołmeństwa mocno intelektualnym, bowiem widzę iż są tu dna - drugie dno i może nawet dno trzecie. Treść w uproszczeniu odnosi się do kapitalistycznego kultu pieniądza i azjatyckiego siłą rzeczy kultu pracy, bez której duma męska kompletnie zostaje pozbawiona męskości. Krytyki korporacyjnej bezduszności i traktowania pracownika niemal jak maszyny do wykonywania danych czynności, stawiając pytanie podstawowe jaka jest moralna też granica odpowiedzialności - jakie są granice determinacji biedaka odprawionego z kwitkiem w realizacji celu i obowiązków pracodawcy wobec pracownika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj