Spadł koleś na samo dno, sypia pod chmurką i ryje sobie dziecinną jeszcze buźką po trotuarze, grając według brutalnych zasad ulicy, bezwzględnie jak się okazja zdarzy wykorzystując naiwność tych którzy kierują się w tym wielkomiejskim buszu jeszcze empatią. Taka niewdzięczność do znieczulicy przykładnie prowadzi, jedynie własnego bezpieczeństwa pilnowania, ale nie o tym w szerszym wymiarze społecznym scenariusz opowiada. Zdecydowanie o tym (jak się okaże) jak indywidualnie przy systemowym wsparciu próbować wygrzebać się z tego, zdaje się częściowo świadomego wyboru. Nic odkrywczego iż konieczna gruba determinacja i samozaparcie, zmiana sposobu myślenia i działania, ale to mało, bo mocno we łbie wbite niedostosowanie, emocjonalne huśtawki i agresywne wewnętrzne plus uzewnętrzniane napięcia oraz korzenie posiadające już w umysł wplecione narko-uzależnienie. Pokazał zatem debiutujący reżyser przykładową drogę, osadzoną w całkiem zmyślnie praktycznie ciekawych rozwiązaniach systemu pomocy społecznej jaki na wyspach brytyjskich funkcjonuje, dając widzowi poglądową lekcję życia w strefie ludzi poza oficjalnym obiegiem, z których niekoniecznie szanowana społeczność jest dumna - a to czasami błąd, bowiem przegląd jednostkowych historii jest szeroki. Bohater jednak mimo iż jego wspomniana dziecinna jeszcze buźka i uroczo nieokiełznany sposób bycia odruchy empatii wywołują, to jego kazus nie nadaje się jako wzorzec do naśladowania, gdyż w kółko się kręci i pesymistycznie dla niego przyszłość w otwartym finale się zarysuje. Ten łobuz zaskakująco uroczy w swoim nieokrzesaniu, jako ktoś doświadczony życiem, a tym samym mechanicznie społecznie ogarnięty, a nawet dość intelektualny z tej jaskini i otchłani (metaforyczne motywy modern artystyczne, jakie zostają nie bardzo przekonująco, choć uatrakcyjniająco bardzo, w aranżacje narracji wpisane) chce i nie chce się jednocześnie wygrzebać. Nie jest to akurat myślę problem nieskutecznie działających procedur opiekuńczo-resocjalizacyjnych, tylko raz słabego wobec nałogu charakteru, dwa cygańskiej duszy, która od codziennej nudnej dyscypliny woli beztroską póki co codzienną zabawę. Igrając k**** do czasu z losem!
P.S. Dodam iż Harris Dickinson, czyli ten młody, urodziwy i utalentowany, na fali sunący obecnie aktorsko Brytyjczyk, zagrał tutaj zaskakującą rólkę trzecioplanową i naprawdę mimo drobnych potknięć debiutancko z przekonaniem ten społeczny dramat z alegorycznymi wizualnymi artyzmami wyreżyserował.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz