Scena otwarcia, jeb*******ki majstersztyczek - przefantastycznego Rockwella. Aktorskie całościowo hocus pokus (porywająca szarża ryby w wodzie), w mega energetycznej, mega kreatywnej i mega mega zabawnej, mimo że przez odwołanie się do konsekwencji oddziaływania „EJ AJ” mało optymistycznej oprawie. Rycie bańki dowcipnie popuszczonymi wodzami fantazji, niepokojem czającym się pod powierzchnią odjechanej komedii post apokaliptycznej. Bardzo w punkt i bardzo na czasie, ze smartfon zombiakami i trwożącym kiciusiem - skojarzeniami jakbyśmy uczestniczyli w grze komputerowej, sterując intuicyjnie bez użycia pada bohaterem (podobieństwo stylizacyjne do Jamesa Cole’a z 12 małp Gilliama) z wieloma życiami, walczącym w towarzystwie kolejnego (być może tego właściwego) składu o przetrwanie ludzkiej cywilizacji w przyszłości. Piszą że próbuje Verbinski tutaj łapać mnóstwo srok za ogonki, mieszać rozumiem gatunki, gdzie ja widzę tylko wiązanie rozrywki z komentarzem społecznym oraz kapitalną wyobraźnię zaprzęgniętą do w atmosferze niezobowiązującej zabawy przestrzegania przed przegięciem ostatecznym. Pytam też dlaczego niby zabraniać kinu wciąganemu w towarzystwie słonego popcornu i słodkiej coli, być też trafną analizą słabej już i bardzo słabej potencjalnie rzeczywistości? Szczególnie gdy diagnozy i rozkminy jadące na kolorowym od fajerwerków jednorożcu są oparte na solidnym fundamencie realizmu! Kąśliwy czarny humor w abstrakcyjnym fartuszku ma tą siłę, że skutecznie trafia nawet tych opornych gdy ich obśmiewa. Dlatego między innymi kupuję to co zobaczyłem bez żadnego ale, zauważając i powtarzając za licznymi „zauważeniami” iż nowy Verbinski jedzie (piruety są, ale gleby zaliczonej brak) zarówno na jednej własnej firmowej rolce, jak i na wrotce która pomogła ostatnimi czasy zdobyć szalonej hybrydzie Oscara. Tyle że Wszystko wszędzie na raz ze mną do końca nie zażarło, a Baw się dobrze i przeżyj na pełnej mnie wkręciło i nie rozumiem dlaczego tutaj docenienia chociażby turbo roli Sama nie było!
P.S. Ja chyba nawet lepiej się bawiłem niż na Project Hail Mary - ale o tym dlaczego kiedyś.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz