Entuzjastą The Black Keys się nie ma mowy, nie nazwę - do Pana fana mi daleko, a moje zainteresowanie tym co od najbardziej chyba współcześnie rozpoznawalnego bluesowo-rockowego duetu w bardziej mainstreamowym wciąż, niż w typowo zawiaso rockowych pasjonatów światku radiowym lata, związane jest z wciąż ciekawiącym mnie pytaniem - dlaczego nie przykładowo The Blue Stones, The Black Pistols czy najbliższy popularnością bohaterów tematu Royal Blood, sobie na miejsce w zamian na stylistycznym szczycie zasłużyli. Dlatego lukam czasem w dyskografię typów z Ohio i sobie próbuje na kluczowe, wciąż bez innego pomysłu prócz "że fart, że odpowiedni moment, że promocja i że po prostu wtedy akurat AMERYKA". Tak tak, to te powody są nadrzędne i decydujące i nie mam pretensji, iż moi wymienieni na dwóch pierwszych pozycjach faworyci nie docierają aż tak daleka jak TBK, bo przykładowo rozumiem jak fajnie można sobie posłuchać w gablocie Dropout Boogie, który jak dla mnie, czyli raczej mało oplecionego ich mackami gościa brzmi przyjemnie bujająco. Wyobrażam sobie i nie jest mi trudno zamykając ślepia znaleźć się na Ameryki południu, czy na wschodnim wybrzeżu i w jakimś wypasionym klasycznym Cadillacu sunąc z akompaniamentem przebojów, które co uważam za zaletę nie zalały tak zamaszyście fal eteru jak innym się zdarzyło. To sprawia, iż krążek z 2022 odkrywany co czas jakiś nie ma możliwości aby się szybko znudził, tym bardziej że jak na moje ucho i porównując do tego co znam z ich dyskografii te kawałki kapitalnie łączą fajnego, swobodnego rocka, rock'n'rolla z bluesem (patrz przeDOBRY Good Love), jak i nawiązują z lekkością do soulowej zwiewności (How Long) - a to chyba numery najbardziej skrajne pośród tutaj zaproponowanych. Poza tym między nimi odnajduję wpływy country rocka (Burn the Damn Thing Down) i rzecz jasna cała paletę inspiracyjną z beztrosko kolorowego przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Może jakby pokręcić trochę nosem pod koniec płyta się rozmywa i siada nieco, ale to nie powoduje, iż nie napiszę że jej nie darzę sympatią. Dziękując oczywiście za uwagę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz