środa, 22 kwietnia 2026

Better Man / Better Man: Niesamowity Robbie Williams (2024) - Michael Gracey

 

Bez ironii postaram się będzie - wprost przychylnie i szorstko jak trzeba, gdyż szczerość nadrzędna, kiedy jak pies do jeża podchodziłem, bo pomyślałem co to za pomysł, jak, ej? Brawurowa koncepcja z wygenerowanym szympansem miast aktorów imitujących Robbiego Williamsa - to zarazem genialnie bezczelne i alegorycznie błyskotliwe w swej prostocie, a jednocześnie mega ryzykowne i na pozór odrzucające już przed startem widzów przyzwyczajonych do poważnych standardów biopicowych. Kto jednak nie ryzykuje ten szampana nie pije, a postaci dystans do siebie i poczucie humoru idealnie z zamysłem się klei - pomyślałem i skuszony wysokimi ocenami puściłem się w te pędy znacznie spóźnione, w biograficzne show muzyczne wyreżyserowane przez niejakiego Michaela Gracey. ADHD-owy bohater i ADHD-owy z pozoru film i jak się okazało sprawna czysta rozrywka, ze szlachetnym przekazem i szczerym (mimo że z pewnością w kilku miejscach sugestywnie podkoloryzowanym dla efektu) sprzedaniem osobistej historii, awansującego do pozycji super gwiazdy, ambitnego popkulturowego estradowego artysty/łobuza. To z początku wzrusza, wciąga jak cholera jako klasyczna historia drogi z zapyziałej dziury w kierunku otwartego wielkiego świata i natychmiast czuje się sympatię do tej marzącej o scenach małpeczki i w takim klimacie nie pozostając wprost dosłownie długo, jednak do końca byłem w przeważającym procencie po stronie rewiowego Robbiego, w tej imponującej batalii tak o siebie, jak i własne marzenia. Uwiódł mnie niejako bogaty wewnętrznie jego świat, energia i impet ku przekorze oraz gigantyczna determinacja, choć wiara w siebie u podstaw dość mocno przez miejsce urodzenia i raczej odrzucenie wśród rówieśników ograniczona. Poruszyła relacja z babcią i zaimponowała babci wiara we wnuka - bowiem uwierzyłem i nie miałem ochoty uznawać, że to aranżowane wzruszanie. Wkręciła mnie też druga strona medalu do przepracowania - mroczna oczywiście w opozycji do kolorowej strona sławy. Kluczowe rozczarowanie, podrażnione ambicje, ego po zachłyśnięciu się uwielbieniem nabrzmiałe, psychoterapia w sumie od urodzenia do dzisiaj, ale w sumie to w założeniu i w rezultacie rozbudowana, widowiskowa, choć momentami niepokojąca i niegrzeczna, to w ramach istniejących ram dopuszczalnej poprawności, klasycznie ładniusia i empatyczna jest bajeczka z urokliwą choreografią. Świetnie zrealizowana, jakby nie była dosadnie efektami podkręcana, znośna w tym względzie, kiedy już po chwili żaden problem zamiast twarzy do tułowia przyklejona szympansa mordka. Całkiem okej sprawa - ale błagam,  bez przesady. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj