Zachęcony (choć przeczuwałem że za rekomendacją stoi szacunek dla kina ckliwego, kina szlachetnego, lecz bez impetu ponad emocje cieplutkie, dla serduszka milusie), wrzuciłem i bez gigantycznego zaangażowania obejrzałem. Historię na pozór przyjaźni ludzi po przejściach z ośmiornicą staruszkiem, która czuje więcej, wykraczając zmysłami i obserwacjami poza ludzkie pojęcie - opisującą rzeczywistość i to co w duszach ludzkich, mocno skrywane tkwi. Ośmiornica jest tu narratorem, a człowiek obiektem do rozpoznawania. Przyjaźń ze śluzowatym, inteligentnym stworzeniem i jako kluczowy wątek rodząca się więź pomiędzy starszą Panią, a młodym, zagubionym, pozornym lekkoduchem z rozpadającego się campera i dość banalnie, schematycznie jedno drugiemu zastępujące utracone ważne osoby. Ona traktuje go jak syna, a on ją niczym matkę i to jest słodkie, budujące, ale takie bez siły rażenia, mimo że zapewne w swoim dramatycznie familijnym i bardzo poprawnym wydaniu humorystycznym, łatwe do przyswojenia i potraktowania z sympatią. Miły aż do przesady seans, terapeutycznie dla osób wrażliwych seans wartościowy, ale niemożebnie płaski, dla wymagających intelektualnej głębi kompletnie nie ekscytujący. Doceniam cel w jakim powstało, ale nie ma możliwości bym napisał, że to coś więcej w wydaniu artystycznym niż letnia, a w ujęciu treści spłycona, uproszczona familijnie wersja życia na potrzeby niedzielnego seansu w gronie rodzinnym. Daje miłe wrażenia wizualne, czas na kojące kontemplowanie spokoju, relaksu, jednocześnie męczy, mdli uproszczeniami w znaczeniu prostotą psychologiczną. Jednak nie umieszczając w kategoriach tandety, uważam pomimo że momentami przekracza granice znośnej pogodnej ckliwości i wzruszu przesłodkiego. Liczyłem na coś po prostu bardziej wyważonego i wytrawnego, bez kierowania się w stronę finału z telenoweli, więc prawdę mówiąc przyjąłem taką skumulowaną dawkę rozczulania na dwa razy, bez względu że miło było zobaczyć Sally w czymś bardziej głośnym, po latach.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz