sobota, 11 lipca 2026

Crippling Alcoholism - With Love from a Padded Room (2024)

 

Dwójka Crippling Alcoholism przeszła latek dwa, niezauważona pod moim radarem, tak jak naturalnie debiut o którym jeszcze nie mam do tej pory zielonego pojęcia. Przyjdzie czas zapewne aby przyczaić co grali, zanim weszli jak się okazuje dość mocno w rozpoznawalny nie tylko w głębokim undergroundzie przebłysk oryginalności, zaczynając wypływać na wodę szerszą, gremialnie przez zaawansowaną w wyławianiu perełek krytykę zostając docenionym. Pewnie szybko bym się o istnieniu tejże bostońskiej ekipy nie dowiedział, gdybym nie lukał gdzie trzeba i podczytywał w miejscach właściwych. Super że jest grono maniaków dziennikarskich, którzy trzymają rękę na pulsie i pośrednio inspirują takich maluczkich z Pierdołkowa jak ja. Tegoroczny krążek Crippling Alcoholism był dla mnie niezwykłym odkryciem, w trudnym czasie i nieomieszkałem o tym przy okazji quasi refleksjo-recenzji z lutego donieść, więc można doszukać się w archiwum, w miarę obfitej jak na standardy blogaska opinii. Tutaj tylko dodam w temacie Camgirl uzupełniająco, iż mieliłem wspominany od niemal pół roku, a nie były to łatwe seanse, bowiem mieszał we łbie, dociskał do ściany, także obsuwał ziemie spod nóg. Nie pomagał do momentu aż sytuacja mentalna uległa poprawie i względnej stabilizacji, wówczas na pełnej i z komfortem psychicznym bardziej znaczącym, zacząłem delektować się jego zawartością, ale jeszcze długo nie miałem odwagi aby skonfrontować się z dzisiaj poddawanej autopsji With Love from a Padded Room. Na dystans trzymałem, gdyż głównie przez obrazek z koperty się obawiałem, ale jak już schwyciłem okazję, silniejszy i odporniejszy, to się nie mogę od trzech dób od dwójeczki w katalogu Amerykanów uwolnić. Jednakowoż nadal bardziej sympatyzuje z trójką, ale nie mam wątpliwości, iż zawartość krążka z 2024 roku wejdzie już za moment na ten sam poziom wstrzykiwanego w krwioobieg hipnotyzującego zaangażowania, jaki doprowadzi do znajomości wszelkich niuansów i melodii, w każdej jednej depresyjnie urzekającej kompozycji. Ekscytujące momenty i eteryczne wątki z pewnością posiadają takąż moc sprawczą. Intensywnie wszędobylskie plamy syntezatorowe wypełniają potężną przestrzeń, podbijane wyrazistymi partiami wybuchowej perkusji i płynącymi wraz z falą elektroniki inspirowanymi zimną falą akordami, a wszystko wybrzmiewające niczym nakładające się na siebie echa. Tutaj mechanika syntetycznej powtarzalności spotyka się z chłodem skondensowanego, mozolnego dźwiękowego emocjonalnego rozedrgania, a efektu całości dopełnia otulający, aczkolwiek ponury głos, czysto wypełzający z niby klaustrofobicznej otchłani. Każdy detal trafia w punkt i koncepcja jest niezwykle spójna, bo głębokie przytłumione pomruki opowiadają historie trudne, niepokojące, ale z rodzajem wyhodowanego na doświadczeniach, oswojonego dewiacyjnego cierpienia. Raz człowieku podatny wejdziesz w ten świat, a Twoja zbroja zostanie rozpuszczona i zaczniesz myśleć, iż wszystko czego złego doświadczyłeś da się przekuć w siłę i spojrzeć bólowi z podniesiona głową prosto w oczyska. tylko tak to sobie wyobrażam. ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj