Odważne, w sensie możliwości obyczajowego napiętnowania role (jeden i drugi aktor z pary kozak), bezkompromisowe sceny (na surowo i ostro), ale to nie jakieś totalne zniesmaczenie, bo zdecydowanie to nie wyłącznie relacje seksualne męskie mnie o konsternację przyprawiły, ale sposób traktowania jakiego doświadcza postać/bohater, ze strony postaci/bohatera. Bliskość fizyczna to raz, a wykorzystywanie w kontekście psychicznej obojętności i przemocy cielesnej z nastawieniem na służalczość i cierpliwe znoszenie upokorzeń, to z wielkich liter, migające czerwonym światłem DWA. Brak dumy, a może niemożliwa do zniesienia samotność w tłumie, bądź w dodatku tak niskie poczucie własnej wartości, że pozwala się doprowadzić do wręcz upodlenia - może to szokować i wyrwać ze strefy moralnego komfortu. W tym kontekście jest to potężna dawka szokersa, tak jak prawdę pisząc są tu też momenty, że szczena opada (idę o zakład, iż nadwrażliwych, a może przede wszystkich niepewnych swojej heteroseksualności one oburzą święcie), kiedy środowisko więcej niż stuprocentowych motocyklowych samców, prezentuje skłonności do sado-maso, w odmianie niewolniczo homoseksualnych, z kłódką z łańcuchem dosłownie na szyi praktyk. Dlatego może lepiej za dużo nie zdradzać i nie zniechęcać, zachęcając prowokująco zarazem do machania transparentami środowiska zlęknionych, dodając tylko ostrożnie i optymistycznie być może, że w dramacie nieoczywistym, w punkt przekornym i całkiem w odpowiednich chwilach tragikomicznie ironizującym, odnajduję się też kochająca rodzina (wartości rodzinne zawsze na propsie), naturalnie i bezdyskusyjnie akceptująca te napiętnowane społecznie zachowania seksualne oraz ewolucja opisanej wyżej relacji - tak zaskakująca, iż poniekąd (gdyby nie podstawa naukowa) niewiarygodna. Kłódka na szyi może i wciąż pozostaje, ale robi się/jest empatycznie i zabawnie, patrząc na zdruzgotane sztywne konwenanse i tabu się roztrzaskujące, w tej opowieści o samotności i skromności. Towarzysząc poddawanemu próbie bohaterowi w wyboistej, pełnej pokory drodze do wyzwolenia. Rzecz nie taka ofensywna i nie taka śmiertelnie poważna, jakby się z pozoru mogło wydawać. Uznania dla Pana reżysera, podkreślę że debiutanta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz