czwartek, 16 lipca 2026

The Invite / Zaproszenie (2026) - Olivia Wilde



Tym razem Lalu i TKPC zgodni - w całej rozciągłości złożonego problemu bez jednej rozjechanej opinii. :) Dlatego podpisując się pod każdym słowem parafrazująco-cytuję nieomal wprost, iż zaproszeń w „Zaproszeniu" mamy wiele - zaproszenie do stołu, do rozmowy, do tańca, do łóżka. Jest w czym wybierać, jest się czym częstować i do czego też w ostatnich latach całkiem bogatych w podobne tragifarsy porównywać. Rzeź i Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, to naturalne główne tropy, ale jakby nie sympatyzować i cenić wymienione, to sorry Romanie, sorry Paolo, Oliwka odrobiła lekcje i jeszcze dosmaczyła swoje spojrzenie błyskotliwością level (ponad Wasz) master i takim heheszkowo i filozoficznie kunsztownym wyrzutem dopamino-adrenaliny, w kontekście kosmatych myśli, że nawet kwestie kontrowersyjne, otwarcie mogły być w kinie, przez niejednego „a fe!, jak to tak, ej, dajcie spokój!” przemlaskane. Sprawił to w zaczynie oczywiście literacki fundament, bodaj o pochodzeniu browadway’owskim (tylko domniemam w temacie), ale bezdyskusyjnie dopieścił zaskakujący ponad oczekiwania kunszt reżyserski Oliwki oraz niesamowita aktorsko dominacja każdej z postaci - dominacja w dokładnie wyznaczonej strefie, by ścierając przekonania, konfrontując zachowania, nie wchodzić sobie ambicjonalnie w paradę. Korków od szampanów celebrujących sukces huk zatem słychać! Dąsami i grymasami czarująca KRÓLOWA na ustach podnieconej krytyki, a zaraz w jej tle, ale nie w roli statystów, tak Penelopka, za wszystko i za rzecz jasna seksapil wyeksponowany oraz jeden i drugi Pan AKTOR. Niższy, grubszy, bardziej rubaszny za stu procentową skuteczność w wywoływaniu salw śmiechu (duet z Oliwką, o ho ho ho ho!) i wyższy, chudszy, a za fakt że mimo, iż jest warsztatowo bardziej jednofazowo mdławy, to w tym gronie ideolo dopełniający przestrzeni komediowym vibem powściągliwy - sam chyba bawiąc się podczas kręcenia setnie, gdyż (oddaje wszystkie swoje dzisiejsze kamyczki orzechowe), gość w środku eksplodował śmiechem co rusz i tylko poliki mu wibrowały. Rzecz wprost naj naj i naj w swoim segmencie! Wielowarstwowa fabularnie, genialnie eskalująca od naiwnej komedii do pełnokrwistego dramatu. Celna analitycznie, ciekawie skonstruowana w formule akcja-reakcja farsa, z doskonale zszytych i skrojonych emocjonalnie komponentów postaci, z nieoczywistymi dialogami, w których tyle samo szybkostrzelnego efekciarstwa, jak uroku i głębi. Finalizując nawijkę, pod przykrywką śmichów-chichów, rasowy kryzysowy dramat, od słowa do słowa, od czynu do czynu, zataczający piekielny krąg wzajemnych oczekiwań, pretensji, zawodów i marzeń. Napięcia w nim w brud, wyhamowań ile należy. Przesadzając już z słów ilością, ostro cięte, błyskotliwie przekorne i bardzo praktycznie intelektualne sąsiadów spotkanie, a dla widza wkręcenie szczwane w swego rodzaju oczyszczający seans, będący komediodramatycznym studium związku, relacji, małżeństwa, bliskości i rozpadu. Warto było przyjąć takie zaproszenie, bowiem ono jest bardzo ekscytującą, zwyczajnie-niezwyczajną, ironicznie wycacaną (zawsze lofciam), dla pokolenia 30-50, z lustrem ROZRYWKĄ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj