Sympatycznie niegroźny jak zawsze Matthew Broderick i czego by nie grała i u kogo wiecznie urocza, tutaj jeszcze nastoletnia Reese Witherspoon u zaczynającego swoją wówczas reżyserską karierę (jego drugi film), mojego jednego z ulubieńców Alexandra Payne'a. Fajnie pokombinowany scenariusz i fajna narracyjna robota. Z tematu z pozoru błahego, bez ambitnego potencjału, Payne wycisnął znakomicie najbardziej treściwe, a jednocześnie smakowite aromatyczne soki. Jest obecnie dzisiaj i jak widać był już wówczas znakomitym fachowcem od obyczajowych ambitnych komedii. Takich które wiążą spójnie błyskotliwe poczucie humoru z wnikliwą obserwacją złożonych zachowań społecznych i psychologicznych, bez popadania w męczącą manierę pretensjonalizmu. Potrafi do dzisiaj znakomicie pleść angażujące, bez silenia się na uniesienia, a i tak emocjonalnie wciągające historie - naturalnie układać z prostych, bardzo zwyczajnych, a przez to autentycznie ludzkich sytuacji, wyszukane wzory i jeszcze doskonale wszystko przyprawiać wspomnianym powyżej nietuzinkowym, także absolutnie niewymuszonym poczuciem humoru. Główna zaleta Wyborów to poza powyższym ogólnikowym, po prostu stworzenie z familijnej, do niedzielnej popołudniowej herbatki czy kawki bardzo zdatnej opowieści, czegoś co ponad zwykłą gatunkowo obyczajowo-komediową formę się wznosi, ale nie tracą przy okazji przypisanego lajtowego charakteru, mimo że wnioski płynące z analizy wydarzeń mogą być szczególnie dla męskiej części widzów zawstydzająco-druzgocące. :) Lekko, frywolnie na wierzchu, a pod tą pluszowo-pastelową powłoką dość ciemno - lecz bez przesady rzecz jasna. :) Także z kąśliwie metaforycznym, krytycznie-prześmiewczym udziałem odniesienia do specyfiki jankeskiej demokracji - amerykańskich wartości wolnościowych, przesadnie, bo jaskrawo, bywa że wręcz kuriozalnie zaszczepianych w szkołąch od nastolatka. W sumie te wybory szkolne na przewodniczącego w mikro-społecznym wydaniu, oddają jeden do jednego większość mechanizmów jakie rządzą wielką polityką i odpowiadają na pytanie, kto z tych potencjalnie będących nadzieją przyszłości młodych nadaktywnych i chorych nieczęsto od smarkacza na wszczepioną przez rodziców ambicję, kiedyś w bagnie, tudzież wprost szambie władzy dzięki bezkrytycznemu postrzeganiu własnej osoby i swoich potrzeb zaspokajaniu bez względu na ofiary się fantastycznie odnajdzie. Taki to z pozoru, gdy spojrzeć na opakowanie, bez wnętrza mocniej analitycznego filmik mógł się zapowiadać, a okazał się wielowymiarowym (liczne wątki fenomenalnie zespojone) i mistrzowsko napisanym przez pryzmat dyspozycji psychicznych i osobowościowych (każda postać osobna, fascynująca psychologicznie i socjologicznie), finalnie absolutnie nie absurdalnie spójnie pesymistyczno-optymistyczny, unikający bezpośredniej oceny etycznej, lecz pośrednio kapitalnie do tego rodzaju rozważań prowokujący, przewrotny, cholernie intrygujący FILM. Oklaski!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz