środa, 11 marca 2026

If I Had Legs I'd Kick You / Kopnęłabym cię, gdybym mogła (2025) - Mary Bronstein

 

Koszmar podkręconych do maksymalnych wartości wyzwań codzienności, w gęstej i z czasem coraz bardziej dusznej, klaustrofobicznej atmosferze systematycznej presji. Ewoluujący w kierunku zaskakująco makabrycznej schizy, do postaci stresującego doświadczenia w nieprzyjaznej, lękowej formie. Stąd może mnie nie dziwić obserwacja niezbyt euforycznego odbioru filmu Mary Bronstein przez obecną na sali kinowej niewielką zorganizowaną grupę względnie już w podeszłym wieku widzów, którzy z kinem nieoczywistym i stresogennym, raczej z rzadka mają kontakt. Obrazu o zasadniczo mało lub wprost nieskutecznym terapeutyzowaniu i poddawaniu się tak oddziaływaniu pomocowemu w poczuciu opresji i histerii, jak samoczynnej autoterapii. Bowiem bohaterka zarazem przeżywa gigantyczny kryzys w życiu prywatnym, jak i zawodowym, będąc profesjonalną terapeutką, sama poszukując nieporadnie w trwodze wysokiej ratunku u wytrącanego ze strefy komfortu kolegi po fachu. Rose Byrne w absolutnie prze-fantastycznej formie, życiówce, jak donoszą wszystko co znaczące wciągający filmowi koneserzy - a nie wierzyć im nie mam powodu, gdy sam widziałem jaki to aktorski emocjonalny sztos był. Sztos porównywalny z ostatnimi kreacjami jak domniemam faworytki do najwyższych branżowych laurów w osobie Jessie Buckley, a z którą Akademia zadecydowała iż w finale właśnie między innymi Rose się zmierzy i ja naprawdę nie wiem, który z tych porywających z majstersztyków warsztatowych bym wyróżnił. Rose absolutnie zasłużyła na Olimp - w skórze swojej bohaterki, chwiejąca się pod naciskiem oczekiwań, zdeterminowana i wyprana zarazem z resztek odporności psychicznej przez okoliczności. Na skraju załamania nerwowego, osamotniona pod ciężarem frustracji - uciekająca przed rzeczywistością, bezradnie oddająca się okazji na wciągnięcie słodkiego dymka. Pod ciśnieniem własnych problemów rodzinnych (ciekawa koncepcja ukrywania przed obiektywem kamery figury wymagającej stałej opieki córki) i pod presją ze strony zawodowej - pracy terapeutycznej z wyjątkowo pokręconymi pacjentami. Szalona to jest jej introspekcja, wgląd we własne stany ekstremalnego umysłu i ciała nadwyrężenia oraz zewnętrzna straszno-śmieszna autopsja tegoż logistycznego dla psychiki przeciążenia. Brutalna i brawurowa, momentami odjechana w kierunku mrocznego surrealizmu tragikomedia, potężnie wypasiona koncertowym aktorstwem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj