Bohaterowie uroczy (czarująca ona, urokliwy on), wspaniałe dialogi i miejscówki do filmowania dobrane znakomicie. W tle intrygujący z końca lat sześćdziesiątych Nowy Jork, a wszystko co do przekazania widzowi (czyli odpowiedź na pytanie, czy jałowe w rzeczywistości, a wyzwolone pozornie życie jest lepsze od tego w którym można doświadczyć dojrzałej romantycznej bliskości?) ciekawie opowiedziane. Bowiem z doskonałym poczuciem humoru, nowocześnie i nadal myślę poniekąd bardzo uniwersalnie, unikając epickiej narracji, gdy snuje się autentycznie wiarygodną przypowieść o młodości i miłości w ciekawych kulturowo i intelektualnie czasach. Przypadkowa znajomość, zbliżenie ciał błyskawiczne, staje się sprężyną do poznawania siebie nawzajem głębszego i ekscytacji z odmiennej jak dotąd interakcji, gdzie liczy się przede wszystkim fascynacja umysłów i dusz. Podane to w hipnotyzującej atmosferze z epoki lokacji, z retrospekcjami dotyczącymi z innymi partnerami bohaterów wcześniejszych doświadczeń i tejże przepracowywania przeszłości - jej zrozumienia, wyciągania wniosków właściwych. Konstruktywnej wyrozumiałości, szczerej, wzajemnie pożądliwej bliskości, czyli wszystkich fundamentalnych cech, które czynią relację/związek trwałym i perspektywicznym. Mądre, życzliwe, niezwykle przyjemne kino i spokojna, rozkosznie powabnie rozwijającą się symetrycznie z finalnym małym wirażem uczuciowość. Cieszę się, że się natknąłem!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz