czwartek, 12 marca 2026

They Shoot Horses, Don't They? / Czyż nie dobija się koni? (1969) - Sydney Pollack

 

Trudna do przetrwania filmowa alegoria czasów wielkiego kryzysu, niezwykle trafnie, sugestywnym tytułem, klamrą odpowiednio dobranego skojarzenia spuentowana. Metaforyczna i realistyczna na ekranie walka o przetrwanie, w której najsilniej doświadczeni życiem, zahartowani, najwytrwalsi, najbardziej zdeterminowani z szansą większą na zwycięstwo w konkursie tańca, „brudnym spektaklu” odczłowieczającym. „Maratonie upodlenia”, szaleńczej torturze, w której jeśli uczestnik niezdatny do wytrwania, to zostaje nie tylko z niego wyeliminowany, ale skazany na głód w rzeczywistości braku szans na pracę zarobkową. Nakręcona w jednym przez cały zasadniczy czas pomieszczeniu, coś czego zupełnie się nie spodziewałem tak pod względem treści, formy, jak i dynamiki. Gorzka i przygnębiająca, dotykająca do żywego gdy kolejny przeraźliwy dźwięk syreny, jest niczym wezwanie ludzi-zombie na parkiet, na agonalne katusze. Mękę totalnego wyczerpania fizycznego i psychicznego - ludzi sprowadzonych do poziomu makabrycznej pożywki dla tych którzy w dzikich, wymagających warunkach ekonomicznych, na truchłach słabszych swój bezpieczny status materialny zbudowali. Okrutne show ze wstrząsającym finałem - upiorne widowisko przyglądania się cudzej nędzy, gehennie, by w konfrontacji z dojmującym, być może przez twórców przesadzonym bólem poczuć się lepiej. Przyjemność sadystyczna, tutaj służąca sportretowaniu opartego na ekstremalnych skrajnościach przekroju ówczesnego społeczeństwa. Nie polecam, jeśli człowiek wcześniej nie ma świadomości z jak przykrym doświadczeniem będzie się mierzył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj