czwartek, 5 listopada 2026

Zuo pie zi nv hai / Left-Handed Girl. To była ręka… diabła! (2025) - Shih-Ching Tsou

 

Zaskakująca, bo egzotyczna na pierwszy rzut oka, opromienionego już teraz branżową sławą Seana Bakera kooperacja. Wziął szef kilku ostatnio prze-znakomitych przedsięwzięć, w tym oscarowej Anory i napisał scenariusz (posilił się w natchnieniu wiecznie żywym „co ludzie powiedzą?”, czyli strachem przed plotkami, presją tradycji, ukrywaniem problemów), który obrobiła doświadczająca z nim pracy w nad przykładowo The Florida Project i Red Rocket, w aktorki charakterze niejaka Shih-Ching Tsou. Ogarnęła tutaj bardzo dobry tekst, bo jaki inny mógłby taki błyskotliwy gość napisać i wyszło bardzo okej. Nieporównywalnie rzecz jasna do sposobu w jakim sam autor zakładam by określił oryginalnie praktycznie wartość produkcji, jednak totalnie nie debiutancko, bowiem widać u reżyserki-aktorki, że z wzorcem najwyższej klasy intelektualno-obserwacyjnej współpracować jej się zdarzyło i sama uszu i oczu zamkniętych na inspiracje nie miała. Powstała bez dramaturgii fałszywej, bardzo dobrej jakości opowieść o społecznych i kulturowych kontekstach miejsca i ludzi, a dokładnie przypowieść współczesna w której role główne przejmują ludzkie postawy - mierzone pokoleniowym rozumieniem roli i powinności, a skażone miejscami (nie oczywiście w całości) mentalnością wszczepioną przez pokolenie wychowujące i tej mentalności poddaniem praktycznej próbie przez codzienność wyzwań. W sumie poruszająco krytyczna, ale i sympatyczna jednocześnie rzecz. Zasługa tkwi w uroczej dziecięcej aktorce w roli tytułowej, bowiem uwagę skupia świetna mała panienka - naturalna i przekonującą. Rzecz właściwa jednak w obyczajowej, cichej dramaturgii tej egzotycznej opowieści w pewien sposób uniwersalnej, za sprawą wyzwań dla samotnej matki wychowującej zarazem pięciolatkę i dojrzałą nastolatkę. Zbuntowaną i wiecznie niezadowoloną, pewną siebie, niby zimną cwaniarę z drugim, skrywanym dochodowym życiem, której obraz zdaje się jest oczywistym przeciwieństwem naiwnego, pozornie beztroskiego, ale już przez odpowiedzialność za innych kształtowanego, dziecięcego spojrzenia na świat. Tutaj widać z początku kontrast, który odnosi się też do szerszych różnic, wielopokoleniowej drabiny doświadczeń i zarazem zatrucia postrzeganiem niby banalnej przypadłości małej dziewczynki. To drugie dno, wysunięte przekornie na czoło sceny przypowieści, gdy w kulturze religijnej azjatyckiej leworęczność spostrzegano jako diabelską cechę i naznaczano, piętnowano  przez społeczeństwo. Małe dziecko postawione więc zostaje w kontrze do zabobonów, jako ich nieświadoma, próbująca na dziecięcym poziomie zrozumieć skomplikowane sygnały ofiara, w realiach ekonomicznego prawa dżungli, mocno wymagającego pod względem przetrwania finansowego, szczególnie dla kobiety z dwójką dzieci. Każda z postaci na swój sposób próbuje sprostać sytuacji i poradzić sobie z piętrzącymi się problemami, z obciążeniem psychicznym, a opracowany pomysł i reżyseria z właściwą wrażliwością ich specyfikę wydaje się rozróżniać. Może to nie jest filmowo ponadprzeciętnie wciągające, ale posiada cechy (nie tylko scenariusz), które pozwalają z uwagą trwać przed ekranem. To prawdziwość przekazu oraz tak operatorska, wykorzystująca światło i ruch praca jak i stonowane, a przez to nie siłowo angażujące dawkowanie emocji.

P.S. Na marginesie dodać muszę (się nie uduszę ale jednak muszę), że długo walczyłem ze sobą, co by zamiast tego dziwacznego polskiego tytułu, wklepać po prostu Leworęczna dziewczyna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj