Bardzo dużo w międzyczasie i najczęściej mądrze, czasem jednak skrajnie zbyt lub za mało powściągliwie nabazgrano opisując ostatni fenomen „marketingu szeptanego”. O Obsesji z mikrym budżetem, a maksymalnym hajpem niemal każdy kto w popkulturze sobie zawodowo, bądź hobbystycznie brodzi, miał ochotę opinię wygłosić i nie trafiłem na żadną która miałaby podważać wartość w jakości debiutanckiego filmu, kogoś kto do tej pory profesjonalnie z fachem nie miał nic, lub niewiele wspólnego. Pełno w sieci teraz jego, a dokładnie o nim i chyba nawet więcej o odtwórczyni pierwszoplanowej roli i oboje oni wraz z resztą, tak fachowców zaangażowanych (charakteryzacja ze scenografią bomba) jak i aktorskiej obsady na słowa uznania zasłużyli. Odwalono tu bowiem kawał doskonałej, uparcie autorskiej roboty, stawiając miast (jak podobno wytwórnia sugerowała) na scenariusza, ogólnie pomysłu obskubanie i pod wymagania widza pop-corn-owego formy skrojenia, na pierwszorzędnie wytłuszczoną kwintesencję! Na szczęście szef kluczowej wizji miał jaja z granitu i nie dał się tak presji, jak (ciekawe czy to mit dodany czy prawda) przekupstwu finansowemu, bo dzięki tejże twardej (nie użyje słowa niezłomnej ;)) postawie, powstał horror z prawdziwej krwi i kości, o ludzkim obliczu nie tylko psychologicznym i silnym osadzeniu w naukowym (tudzież jak ktoś woli praktycznym). Bardziej na serio niż dla efekciarstwa, gdzie pod nieco tylko pojechanych motywach, jest mnóstwo rzetelnej, czyli sprawdzonej w boju i na własnym zapewne przypadku przetestowanej psychologi relacji. Ten fundament i to sedno jest o zazdrości, obsesyjnej miłości - miłości opresyjnej, wręcz histerycznej, gdzie szantaże or niepoczytalność właściwie. Tak samo jak wyłuszcza on drugą stronę medalu, czyli obok tego najbardziej uderzającego, czyli stylu przywiązania lękowego, mocno, radykalnie ukazanego i być może „horrorowato” przerysowanego, pojawia się styl unikowy, gładko (to znaczy szorstko w efekcie :)) przeplatający się ze stylem zdezorganizowanym, a obok majaczy jako niewykorzystana szansa, sytuacja (dla bohatera) styl bezpieczny. Tak to sobie osobiście najprostszymi metodami rozkminiłem i nie mam absolutnie jakichkolwiek pretensji, że wiedza jest tu raczej oczywista i podana wprost, a jednak daleko jej do łopatologii w komersze na ogół stosowanej. Dla mnie to tak samo ORYGINAŁ pośród gatunkowych kopi kopii, skopiowanych korzystając z popularnych, przekombinowanych kopii, czyli niby obraz zwykły, a niezwykły paradoksalnie, gdyż w swej formule skromnej powracający do , a nie ślepo brnący w efektowne i najgorsze że syntetyczne poboczności zagamtywania. Produkcja która wygląda niezwykle rzetelnie, a oczekiwane w horrorach jumpscare’y naprawdę mogą powodować obsranie, w mniej ekstremalnym wydaniu lekkie zmoczenia oraz po wyjściu z kina nietęgi miny, tak z powodu tego co powyżej, jak i analizowania siebie i swoich bliskich relacji - jeśli oczywiście jest ku temu powód, a dokładnie intelektualna i związana z bystrością autokrytyczną baza. Ogólnie „uważaj człowieku co sobie życzysz”, bo nie wiesz jak jest po drugiej stronie nieznanej bajeczki, a i od skrajności do skrajności przerażająco niedaleko. Więcej po prostu k-wa umiaru, zdrowego rozsądku we wszystkim plis. ;)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz