wtorek, 6 stycznia 2026

Amorphis - Borderland (2025)

 

Kiedy w okolicy roku bodaj 2005 Amorphis (po perturbacjach z Pasi Koskinenem) zasilał na pozycji frontmana Tomi Joutsen, a wydany w około rok później Eclipse pokazywał jakim wokalnym potencjałem idealnym dla Finów nowy wokalista dysponował, byłem pełen nadziei na dalszy rozwój amorphisowej stylistyki - mimo, iż Eclipse raczej cofał ich nutę, niż przenosił mocno ku ewolucyjnym przemianom. Posiadał jednak ów krążek siłę przekonywania tak intensywną, że pomimo pobrzmiewających sygnałów o przyszłościowej stagnacji, łba sobie wówczas jeszcze nie nabijałem pesymistycznymi przekonaniami. Cieszyłem się jak smarkacz, iż nowe otwarcie jest tak żywiołowe i tak melodyjnie obfite i dopiero kolejne płyty włączyły na dobre przekonanie, że Amorphis z Joutsenem, to absolutnie nie będzie wchodził na tereny nieodkryte, tylko zaszyje się w swojej niszy, gdzie chyba oddana fan baza na tyle duża, że wystarczy ich dokarmiać, by trwać - nagrywać i koncertować. Dzisiaj po dwóch dekadach po przekształceniach i po wydaniu na świat kolejnego studyjnego wydawnictwa wszystko co w ostatnim zdaniu napisałem jest jak najbardziej aktualne i jedyne co więcej na temat Borderland mogę dodać, to powtórnie podkreślić przekonanie, iż pośród numerów wciąż od nowa nagrywanych, które do bólu są przecież takie same, nie ma nic kompletnie co... no właśnie - co by dawało sygnał o jakiejkolwiek, najbardziej minimalnej tendencji rozwojowej. Lecz (uwaga uwaga ;)) jakoby bieżące nie różniło się od przeszłego, to moc chwytliwości każdego indeksu z Borderland jest tak potężna, że na kilka (może pięć - palce jednej łapki) wystarczy śmiało. Krążek to bowiem z oczekiwanym niskim poziomem wejścia i zapewne niskim terminem przydatności, więc trzymający się kurczowo przepisu jaki okazało się, iż dał ekipie z Helsinek satysfakcjonujący ich sukces oraz zwolennikom nuty potężnie emocjonalnej i potężnie epickiej oraz równie potężnie riffem i klawiszem dobitej, jak rzecz jasna wyryczanej zajebiście gardłowo powód do posiadania w kolekcji - bez względu że Borderland w sumie mają już na półce z innymi tytułami i innymi obrazkami na okładce. 

P.S. Mogę psioczyć, ale złorzeczyć Amorphis nie ma mowy że będę, kiedy sam się tęgo wzruszam przy na przykład Despair - jaki sam jeden zapętlam właśnie już więcej niż piąty raz z rzędu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj