sobota, 10 stycznia 2026

Steve (2025) - Tim Mielants

 

Cillian Murphy celuje ostatnio po gigantycznie wypromowanym blockbusterze Nolana w produkcje raczej z mniejszym rozmachem i po doskonałej roli w Drobiazgi takie jak te, w kolejnej wybitnie skromnej u fundamentu, a warsztatowo kapitalnej kreacji znowu widzę go u Tima Mielantsa. Środowisko poprawcze w brytyjskiej rzeczywistości lat dziewięćdziesiątych pracowity reżyser, świetny obserwator i empatyczny człowiek zdaje się, ogarnia. Ekipę nieźle porytych nastoletnich wirażków i pracujących z tymi odbezpieczonymi granatami herosów (swoją drogą słabo opłacanych, z nikłym zawodowym poważaniem - tak jak w naszym grajdołku), specjalistów od radzenia sobie z demoralizacją zaburzonych, najczęściej miejscem pochodzenia skrzywdzonych wcześniej, dorastających (wrząc i wybuchając) smarkaczy. W szkole z poprawczakiem akcja się dzieje, przez pryzmat i po części z punktu widzenia materiału kręconego przez ekipę telewizyjną, w związku z kontrowersyjnymi kosztami resocjalizacji i realną groźbą ośrodka zamknięcia - z oczywiście względów ekonomicznych. Szybki montaż, duża dynamika i nerwowa praca żywej kamery plus jedna specyficzna, efekciarska sekwencja operatorska. Ponadto dobrze to jest zagrane i mam myślę uzasadnione poniekąd zawodowym doświadczeniem przekonanie, że bardzo autentyczne. Jak ktoś czuje jak i chce pomóc takim typom, to SZACUN gigantyczny dla niego, bowiem trzeba nam pedagogicznych bohaterów, jacy nie noszą peleryn, a czynią cuda, pracując zarazem ostrożnie i radykalnie z wyjątkowo skomplikowanym materiałem. Nie ma takich idealistycznych z pozoru, a mocno stąpających po ziemi w realu "szaleńców" wielu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj