Moje zdanie będzie radykalnie jednoznaczne i bezwzględnie subiektywnie, przynajmniej w moim mniemaniu niepodważalne, a sprowadzi się do twardego przekonania, że spośród tego co do tej pory widziałem i zawsze uznawałem za najwyższej jakości kino, a było sygnowane nazwiskiem Michela Franco, to Dreams po odbytym seansie urosło z miejsca tej stawki liderem. Uważam tak, gdyż na ekranie samo gęste i sterylne zarazem - konsekwentne na granicy przesady, wręcz niemożliwie skupione narracyjnie, skompresowane ogólnie i w każdym aspekcie technicznej sztuki filmowej (jaka centralizując się na dizajnerskim detalu formalnym, nie traci nic na wartości czysto artystycznej), docierając do poziomu nieoczywistego demaskatorskiego majstersztyku merytorycznego. Kamera stabilnie stateczna i precyzyjna ale i ciekawa bardzo niuansów. Plany szerokie, kapitalnie wykadrowane, a aktorstwo znakomicie interpretujące intencje reżysera (zawodowa Jessica zimna i magnetyczna, debiutujący Isaac autentyczny i ekspresyjny - odkrycie), jak i fenomenalnie wtopione w scenografię - zero wizualnej nudy, wszystko pod względem zamierzonej formuły artystycznej i technicznie (podkreślam) w punkt. Realizacja cierpliwa i skrupulatna, scenariusz bez zbędnych, rozpraszających marginesów, jednocześnie przenikliwy i konteksty szerokie społeczno-polityczne bez problemu do głównego wątku wplatający. Gigantyczna tutaj, aczkolwiek nieofensywna analityczna wartość tego co między wierszami, bo dialogi do minimum ograniczone, przekaz dla osób rozumiejących społeczno-polityczne uwarunkowania natomiast rozbudowany, a także co szczerze w kinie kocham, do maksimum grają tu gesty, mimika i atmosfera niepokojącego pulsu podskórnego. Świetne, choreograficznie dopieszczone i wystylizowane sceny seksu i kontrowersyjnie doprowadzone do sztuki sceny przemocy, wyglądające niczym quasi balet. Perwersyjne nie tylko werbalnie, nietypowe love story, inaczej rzecz wyjątkowa o relacji damsko-męskiej, od umownie uznając fascynacji do nienawistnej vendety, przez żarliwą namiętność, zwierzęcą żądzę, zaborczą zazdrość, przywłaszczenie w atmosferze kontrastowych nierówności społecznych do poziomu egoistycznego posiadania. W kolejnych krokach fascynująca na kilku poziomach interpretacyjnych, do finałowego wstrząsającego anty happy endu, prawdziwa kinowa uczta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz