Skromny realizacyjnie i raczej póki co niszowy. W sensie że niezależny, bez gigantycznej machiny promocyjnej wspierającej. Pozbawiony wielkich nazwisk w obsadzie, bo Dylan O'Brien to wciąż jeszcze nie ekstraklasa, choć potencjał w nim rozwijany raczej szczyty w najbliższym czasie mu wróżyć może. Ironicznie zabawny, bez względu że temat poważny, ale rozkmina przez świadome prowokowanie poprzez uśmiech i łzy zadumy to duży walor, kiedy człowiek chce oddać się grubszej refleksji, ale nie ma ochoty na tonięcie w śmiertelnej powadze i przygnębieniu odbierającym oddech. Świetne poczucie humoru, doskonale zaaranżowane i ciekawa koncepcja, w tym odważnie perwersyjny charakter z lekkim szokiem niemal na starcie. Sporo sytuacji prowokująco groteskowych, dziwnie smutnych momentów, ale u rdzenia namacalny, absolutnie nie sztucznie inscenizacyjny bunt, bo wściekłość i rozdrażnienie, bo gniew. Żałoba i niepogodzenie, smutek i pustka oraz w tym przypadku jeszcze więcej gdy trzeba zmierzyć się ze śmiercią jednojajowego bliźniaka czy z drugiej perspektywy, emocjami i motywacjami drugiego bohatera pierwszoplanowego równoległego (James Sweeney) - między innymi z poczuciem winy i błyskawicznie utraconym zauroczeniem. Fajnie to napisał, nakręcił i zagrał obiecujący bardzo Sweeney. Wymyślił sobie przyjemną dla oka i wartościową galerię postaci oraz wybrał (zakładam że jako mózg przedsięwzięcia miał decydujący wpływ) młodych i zdolnych aktorów, pośród których moją uwagę największą przyciągnęła Aisling Franciosi, wspaniale wcielając się w rolę ciepłą, bystrą i mądrze, refleksyjnie dojrzałą. Twinless to duża była przyjemność i całkiem mocne terapeutyczne doznanie. Bardzo SMART nowoczesna przypowieść - o bardzo bliskich przyjaźniach urocza amerykańszczyzna.
P.S. Na marginesie przemycę jeszcze odniesienie (bowiem nadarza się dobra okazja), które zdarzyło mi się w szerszej złożoności pominąć, gdy wczoraj o Hamnecie wrażenia spisywałem, że obydwa opracowania, choć bardzo różne względem formy, traktują niezwykle interesująco o więzi bliźniaczej i niezbadanej sile tejże.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz