środa, 16 czerwca 2021

The Woman in the Window / Kobieta w oknie (2021) - Joe Wright

 

Z jednej strony bardzo przyjemne wizualnie (scenografia, barwy) nawiązanie do żelaznego klasyka w postaci Okna na podwórze, a i sama historia to hitchcockowska tradycja pełną gębą. Ale z drugiej to nie każdy ma to suspensowe coś i nie wszyscy potrafią tak jak Alfred, więc jest to w pewnym sensie rzucanie się na zbyt głęboką wodę, lub wprost wydłubywanie sobie części piór albo też podcinanie skrzydeł przed ekstremalnie wymagającym lotem. Joe Wright pierwszym lepszym reżyserem na pewno nie jest, ma dokonania, obnosi się jakimiś zasłużenie zdobytymi branżowymi statuetkami, ale powtarzam że Hitchcock był jeden, a potem może po drodze byli mu nawet kinowi twórcy w fachu dorównujący ale w czasach kiedy magia kina nie zależała tak bezpośrednio od technologicznej maestrii obrazowej, jak i pewnie wówczas mniej się od całej produkcyjnej otoczki wymagało. Dzisiaj kino jest już zupełnie inne, mimo unowocześniania/komplikowania teatralna maniera jest w nim jednak pożądana i stylistyka taka posiada wielu zwolenników (mam na myśli także siebie), ale żeby zrobić doskonałą interpretację powieści osadzoną w czterech kątach mieszkania, to trzeba mieć coś więcej niż doskonałą ekipę od światła. Należy posiadać (wbrew może pozorom) wszystko to co drzewiej się liczyło, czyli spory potencjał w samym scenariuszu, dalej genialnych aktorów i w końcu czuć doskonale specyfikę takiego wyzwania. Piszę tak nie mając jakichś większych uwag do roboty gwiazdorskiego sztabu (Amy Adams, Julianne Moore, Gary Oldman, Jennifer Jason Leigh) pod kierownictwem Joe Wrighta, ale po to by dać jasno do zrozumienia, że poddając się czarowi nazwisk i wizualnemu, nie należy od Kobiety w oknie oczekiwać nazbyt wiele. Bo jeśli człowiek na starcie nastawi się na dzieło to się sromotnie rozczaruje, a jak spodziewać raczy mniej, otrzyma w zamian całkiem niezłą rozrywkę z tajemniczą zagadką oraz miłym dla oka operatorskim zamysłem w praktykę zamienionym i po wszystkim zamiast wyrywać się z oczywistością że Hitchcock zrobiłby to lepiej, z przyjemnością stwierdzi iż spędził bardzo udany wieczór z netflixową produkcją. Innymi słowy życzę dość pokrętnie trochę więcej niż tylko trochę wyrozumiałości. :)

P.S. Jak w tytule filmu widnieje kobieta, to Netflix czuje się zobowiązany by „uatrakcyjnić” odbiór żeńskim lektorem, przepraszam lektorką. A idź pan z tym w ch!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj