wtorek, 1 czerwca 2021

Brodka - Brut (2021)

 


Co ja tam wiem o polskiej mainstreamowej scenie solistów. Znam rzecz jasna sporo nazwisk obecnie popularnych młodych "artystów" (tych którzy swoje sukcesy w rodzimej branży muzycznej odnoszą), ale niezwykle rzadko mam odwagę by czas im poświęcić, czego nie uznaję ani za wstyd, ani ignorancję. Zwyczajnie gdzie indziej poszukuje muzycznych podniet, stąd może ta nieszkodliwa arogancja. Nie daje sobie więc tym samym prawa do odbierania im mniej czy bardziej zasłużonych powodów do dumy z nagrywania albumów podbijających listy przebojów czy uznanie profesjonalnej krytyki wzbudzających. Nie moja piaskownica, nie moje łopatki! Zdarza się jednak iż jakimś przypadkiem (cudownym zbiegiem okoliczności) trafiam na kompozycję mocno w necie promowaną, a pochodzącą właśnie od względnie młodej generacji, która mną zupełnie pozamiata i zasieje ziarno niepewności czy aby mając tą współczesna falę piosenkarską w poważaniu nie robię sobie większej krzywdy niż samemu zjawisku. :) Zmierzam tu do wyjaśnienia, że gdyby nie teledysk do Game Change i w chwilę później do Hey Man, tego odkrywczego tekstu tutaj by nie było, a ja dalej żyłbym w przekonaniu, iż ta Brodka to nie jest pierwsza lepsza pieśniarka, ale też nie popadajmy w patriotyczną euforię. Jak się okazało po sześciu przesłuchaniach (w każdym z ostatnich trzech dni) Brut jest zajebisty, a ja już wkrótce na fali niespodziewanego entuzjazmu przelecę w te i z powrotem przez jej dyskografię, by przekonać się czy to Brut jest przełomowym zwrotem, czy może Brodka już od kilku płyt nagrywa tak światową nutę. Bowiem nie ukrywam, że w starciu z obecnie popularnymi zagranicznymi wokalistkami określającymi zbiorczo swoją twórczość jako indie - takimi jak rozbijająca wszystkie banki Billie Eillish, dalej nieco mniej szałowymi wizerunkowo St. Vincent, Lorde, Phoebe Bridgers, Winoną Oak czy Meg Myers na pewno nie wypada blado. Twierdzę w pełni świadomie że wszystko na Brut prądzi jak prądzić powinno, aby taki album wypuszczony w świat mógł ten świat zawojować. Jakość kompozycji znakomita, bo aranże ciekawe i bardzo wyraziście współczesnym sznytem pocięte. Brzmienie kapitalne, z mnóstwem intrygującej rytmiki i ornamentyki, a sama interpretacja wokalna Brodki z doskonałym angielskim w punkt zwyczajnie. Pytanie czego ona sama po Brut oczekuje i jakie są dalekosiężne plany promocyjne wydawcy. Pewnie nie będzie to pierwsza próba wyrwania się z ciasnej polskiej branżowej klateczki. Może nawet cholera w końcu jakaś skuteczna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj