środa, 11 lutego 2026

The Thing with Feathers / Czas kruka (2025) - Dylan Southern

 

Trzy bodaj perspektywy na najsilniejszą traumę, reagującą na nią kolejnymi fazami zjazdu przemianę bohatera - w tym tą reakcję dziecięcą, ujmującą i poruszającą najbardziej intensywnie. Benedict Cumberbatch, jako najbardziej rozpoznawalna, marketingowo kluczowa, oczywiście główna postać, w raczej ograniczonym budżetowo bardziej horrorze, niż dramacie. Mocnej schizie, znaczy wizualnym dosadnym ciosie, ale podanym w raczej totalnym bałaganie fabularnym. Zawieszonym jak zrozumiałem w umysłowym uniwersum człowieka przepracowującego ból, a opierającego się na realistycznej tragedii rodzinnej. Żałoba i grzęźnięcie w depresji, w ekstremalnej stylistyce filmu który sam sobie strzela w kolano, bo nie unosi ciężaru intencji. Niby zatapiamy się w mroku, spada na nas ołowiany ciężar cierpienia, ale to jakby toporna siła plus siła przynajmniej bez finezji, pozbawiona poetyki głębszej, a z pewnością psychologicznie błyskotliwej treści. Straszno-bolesna dawka wstrząsu, podbita ostrą paranoją, niestety przekombinowana motywami w jakich więcej wręcz groteskowej makabry, niż naturalnej mocy wyciskającej pot i łzy. Umysł w rozpadzie, bo emocje graniczne, tylko pomysł bądź już sama realizacja chybiona. Można się jak sugeruje czepiać, że tak fantastycznie sobie twórcy konspekt wymyślili i postawili na z drugoligowego horroru przerażenie, zamiast bardziej empatycznie rozsypkę, znakomitego swoją drogą tutaj Benedicta. Ale czy potworny ból nieokiełznany, to tylko dramatycznie romantyczne wzruszenie, czy totalne, potworne, może też alegoryczne przygnębienie. Cholera wie co z głową ono zrobić może i jakie obrazy w drodze przez piekło w kierunku możliwego katharsis tworzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj