Programowo surowy,
oparty o wyraziste brzmienie wioseł i sekcji - piski, zgrzyty, masę gitarowych smaczków. Poniekąd toporny, używając
określenia mniej dosadnego oszczędny, bo to zaledwie kilka dość prostych riffów
na kawałek. Tyle, że ta bezpośrednia formuła chwyta za jaja, gdyż jej brzmienie
jest nośne i wraz z wokalem Zakka tworzy monolit hołdujący tradycji grania
prawdziwie testosteronowego. Grania z łapy, bez zbędnych kombinacji, pustych
fajerwerków, a jak nawet fragmentami bardziej balladowo, to i tak bez
pościelowych zapędów. Masywnego, ciężkiego, z wściekłości naładowanego energetycznie,
osadzonego w sensie konstrukcji w heavy/hard rockowej tradycji, ale bez pardonu odartego z gatunkowego szołmeństwa na
rzecz brutalnej dosadności. Pamiętam, że kiedy 1919 Eternal pojawił się we
wszystkich "dobrych sklepach muzycznych", nim to właśnie rozpoczynałem znajomość
z dyskografią BLS i przyznaję, że przez jego pozorną toporność szybko nie
przebiłem się do rzeczywistego sedna. Album cierpliwie odczekał swoje, do czasu aż doceniłem
jego wartość, gdy sam ponad chwilowo atrakcyjne eksperymentatorskie
poszukiwania właściwą istotę rocka postawiłem. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz