wtorek, 26 stycznia 2021

Los Abrazos rotos / Przerwane objęcia (2009) - Pedro Almodóvar

 


Jak to u  Almodóvara, wystylizowana i skomplikowana, złożona i wymuskana, zbudowana z kilku wątków wielopoziomowa historia obyczajowa, która gdyby być złośliwym, z powodzeniem mogłaby zostać rozpisana na co najmniej tysiąc odcinków i stanowić latynoską operę mydlaną dla spragnionych emocji kur domowych. Tyle tu westchnień i emfazy, ale szczęśliwie takiej która broni się przed prostym utożsamianiem z kiczem. Związki, namiętności, zdrady, relacje, wybory, konsekwencje, zbiegi okoliczności, odczucia i uczucia oraz ukrywanie latami rodzinne i osobiste tajemnice. Ludzie wrażliwi i ich wewnętrzne demony, poza tym kontrowersyjne zmysłowe wycieczki hetero i homoseksualne. Postaci są tak samo ludzkie (bo nieodporne na pokusy), jak groteskowo niemal sztuczne. Ogląda się ten spektakl z zaciekawieniem, próbując połączyć wyraźne tropy i subtelne sugestie. To też gdzieś od połowy nostalgiczny thriller, gdyż między bohaterami atmosfera pobudowana na zaszłościach gęstnieje i emocje eksplodują. Poważnie rzecz biorąc to myślę że czasami Almodóvar śmieszy tam gdzie chciałby grozę wzbudzić i powoduje konsternację, tam gdzie atencje na powagę kieruje. A ja bym chciał zagryzać zęby i aby serducho mi waliło jak oszalałe i aby jeszcze łzy wzruszenia po policzkach spływały - inaczej chciałbym aby zamierzenia wprost Almodóvar na efekty transponował. Mimo to artyzm hiszpańskiego mistrza dźwiga słabości jego specyficznej wrażliwości, więc wmawiam sobie że to nie tandeciarstwo, tylko prowokacyjne mrugnięcie okiem. Muszę zapytać ekspertów od jego sztuki czy się mylę. :) 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Drukuj