W All Them Witches na pełnej wstecznej (od nowego do najstarszego) niedawno w sumie się wkręciłem i tak badałem w miarę szybko tą ich ewolucję, ale w którymś momencie (bez poczucia znudzenia raczej, no raczej oczywiście) zatrzymałem się raz i drugi, aby to co poznałem w nie jedynie całkiem błyskawicznym tempie we mnie okrzepło. Podpieram się tutaj tego rodzaju wstępem, gdyż od kilku tygodni będąc pod gigantycznym wrażeniem ich tegorocznego w stołecznej Progresji gigu i przeszukując po nim youtube'owych wzmianek trafiłem na kapitalny obrazek do numeru Charles William, z będącej obecnie tematem tejże rozkminy Lightning the Door. On mi uzmysłowił, iż należy się ekipie z Nashville całkowita znajomość ich dyskografii, bym mógł się nazywać nie rzekomym, a świadomym ich szalikowcem. Stąd teraz nawijam na okrętkę i próbuje dotrzeć do sedna tego co chciałbym rzec o dwójce w ich albumowym dorobku. A myślę o niej już niemal od pierwszego odsłuchu bardzo ciepło, mimo że brzmienie soczyste, bo organiczne jest bardziej brudne od później osiąganego i stosunek tradycyjnego bluesa oraz sennej psychodelii i oryginalnie potraktowanego jeszcze folku, też nie oddaje proporcji z przyszłości, więc i siła chwytliwości krążka pierwotnie wydanego tuzin lat temu jest nieco odmienna. W dodatku pośród znakomicie zagranej mieszanki wspomnianych głównych dwóch stylistyk oraz tego który mną natychmiast pozamiatał Charlesa Williama, jest tu taki chyba najbardziej w dorobku kompozycyjnym ATW bliźniaczy leniwego na modłę Kyussa stylu Swallowed by the Sea - w jakim dzieją się rzeczy dość surowe, ale i jednocześnie odjechane. Można się tym wszystkim co stanowi program LatD delektować eksplorując, dać się oplatać transem hipnotyzującym i mrokiem z kolorowo popkulturowej codzienności oczyścić. Zapamiętać nie jedynie silniej chwytliwe, podkreślone w świadomości obrazkami video kawałki, ale zbudować w sobie rodzaj równowagi pomiędzy tym co łatwiej zanucić, a tym czym intensywniej się odurzyć. Bowiem słucham kalejdoskopu swoistego muzycznego i nie dziwię się, iż często zespół podkreśla te skojarzenia wirującymi plamami kolorystycznymi. Muzyki w której czuje się wzorcową chemię pomiędzy instrumentalistami, doskonale angażującymi i aranżującymi całą gamę kunsztownych technik. Swobodę również wokalną na totalnym luzie, przez co czuć w tej fantastycznej nucie poza instrumentalnego improwizacyjnego ducha. Ducha będącego uwodzicielskim rodzajem zagospodarowywania przestrzeni flowem wynikającym tak z uporządkowania, jak i oswobodzenia formy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz