piątek, 9 października 2020
Napalm Death - Throes of Joy in the Jaws of Defeatism (2020)
czwartek, 8 października 2020
Greg Puciato - Child Soldier: Creator of God (2020)
środa, 7 października 2020
Idles - Ultra Mono (2020)
wtorek, 6 października 2020
W Spirali (2015) - Konrad Aksinowicz
Tak sobie domniemam, że człowiek który napisał ten scenariusz wie zapewne w czym rzecz - czai konkretnie jak wyglądają te życiowe układy w środowisku młodego show biznesu. Słyszał mnóstwo podobnych gadek, jakie w dialogach pozwolił sobie użyć, kopiując je jeden do jednego. Inaczej trudno mi sobie wyobrazić skąd ten przemawiający do mnie realizm nawijki i to przekonanie, że nawet jeśli forma konstrukcyjna trochę przekombinowana, klimat nazbyt szarżująco psychodeliczny oraz merytoryka cokolwiek z biegu niezrozumiała, to film jako mało chwytliwa całość przekonuje właśnie prawdą relacji i wiarygodnością postaci. To mi się zajebiście podobało, że ten psychologiczny poziom wraz z kapitalnym aktorstwem prądzi tu równo i z przytupem. Bez tego zakładam odpychałby mnie dziwaczną pretensjonalnością użytych środków, a tak przekornie wkręcił kapitalną naturalnością. Ciekawe czy jestem jednym z niewielu, czy częścią takiego masowego odbioru? Interesujące czy tylko ja dałem się z takim skutkiem umieścić W spirali?
poniedziałek, 5 października 2020
Wspomnienie lata (2016) - Adam Guziński
niedziela, 4 października 2020
Interior (2019) - Marek Lechki
Marka
Lechkiego jako ciekawego reżysera wciąż doskonale pamiętam, ale to wspomnienie sprzed aż dziesięciu laty, bo
wtedy premierę miał ostatni dotychczas jego długi metraż. W międzyczasie jak
właśnie doczytuje poszedł w seriale i jak sam nie mam wiedzy, a wiedzę pożyczam
teraz od zainteresowanych, były to całkiem zacne produkcje. Jak sezonów Paktu i
Bez Tajemnic nie znam i zapewne z braku możliwości zmieszczenia w harmonogramie
dnia wszystkiego co chciałbym zmieścić nie sprawdzę, tak Interior obowiązkowo
przez maksymalnie subiektywny ogląd musiałem przefiltrować i z tego co wychwyciłem,
wydestylowałem teraz poniższe krótkie niby résumé. ;) Historie dwie, historie proste,
natomiast ich wymiar psychologiczny jak wypada w kinie naszym rodzimym złożony
i jako temat wdzięczne do analizy, a i przesłanie aż zanadto zakamuflowane to głębokie.
Klimat surowy, zdecydowanie dołujący, jak to w polskim kinie z ambicjami na
tyle przyciężkawy by poczuć ochotę na zapicie egzystencji bólu. Innymi słowy
propozycja dla widza gustującego w obserwacji małych życiowych ludzkich dramatów
podniesionych do wysokiej potęgi, by otrzymać finalnie śmiertelnie poważne osobiste
tragedie. A że ja takie niebezpieczne balansowanie na granicy artystowskiej
porażki (jeśli się szczęśliwie twórca nie potknie o własne pantofle) na ekranie szanuje, to dziewięćdziesiąt minut projekcji przyjąłem na klatę bez narzekania,
mimo iż przekonanie o małym rozczarowaniu, nie ukrywam musiałem w sobie
zduszać.
P.S. Dwie irytujące rzeczy w całej ambicjonalnej dramaturgii obrazu były jednak nie do zduszenia. Fatalna produkcja dźwięku, jako strasznie męcząca podczas niemal każdego seansu stała bolączka polskich kinowych produkcji oraz te niby hipnotyzujące mozolne ujęcia, podbite dla efekciarstwa nutą. Lechki nie bardzo "w nie umie" - nie jest gość Xavierem Dolanem.
piątek, 2 października 2020
Mother's Cake - Cyberfunk! (2020)
czwartek, 1 października 2020
Deftones - Ohms (2020)
środa, 30 września 2020
Jaws / Szczęki (1975) - Steven Spielberg
To nie będzie zwyczajna recenzja, to będzie recenzja, która musowo musi się znaleźć u mnie na blogu, a problem polega na tym, że chce ją mieć, ale nie wiem co oryginalnego mógłbym napisać o filmie o którym wszystko co możliwe w najróżniejszych konfiguracjach zostało już napisane - a do tego z pewności nikt już nie czeka na kolejne powtarzanie banałów. Zatem piszę, bo powinienem, bo chcę mieć już ten koszmar za sobą, ale czytać w zasadzie nikt nie musi, bo nie ma po co. Odleżał się nawet szkic tego tekstu kilka miesięcy od ostatniego spotkania z gumowym mega sharkiem, więc presja by w końcu coś naskrobać przymusiła mnie do działania - wyrzucę nareszcie truizmy i będę miał spokój. Wale więc w klawiaturę pod wpływem nagłego impulsu błyskawicznie - klecę zdania bez takiego jakbym sobie życzył przekonania. Wyszło tak sobie, ale tego się spodziewałem - o tych filmach, które nie znalazły miliardowej publiczności napiszę jak sobie życzę z pewnością ciekawiej, a tą autorską kopię kopii reck o Szczękach teraz znajdziecie w postscriptum. Tak to może wyjdzie inaczej, a może tak bez sensu.
P.S. Od tego na całego Spielberg wbił się w hollywoodzki mainstream, nie ma bowiem od tamtego czasu kinomaniaka (albo więcej, nie ma takiego w wieku zaawansowanego człowieka), który kilkadziesiąt razy nie załapałby się na lep w postaci emisji Szczęk w telewizji. Ja też od zwykłego szarego zjadacza popkultury zasadniczo się nie różnię, stąd wielokrotnie w mniejszych lub większych fragmentach, od reklamy bądź do reklamy oglądałem. Ale tym razem w wakacyjny wieczór, po rowerowym tripie bałtyckim wybrzeżem akurat zrobiłem sobie pełną powtórkę z rozrywki, wykorzystując okazję, aby na stronach bloga przyznać należyte miejsce tej legendarnej już produkcji. I co sobie w czasie emisji pomyślałem? Pomyślałem że rekin mechaniczny jest wciąż zajebisty i nie opatrzył się, choć widać że linki i cięgna nim sterują, ale mogą temu archaicznemu mechanizmowi współcześni wygenerowani przez grafików komputerowych odpowiednicy skoczyć, taki jest fajny. Ponadto zamiast ekscytować się ilu bestia śmiałków i ile ofiar pożre, skupiłem się naturalnie na delektowaniu aktorstwem, a dokładnie nieco kiczowatymi, lecz niezwykle sympatycznymi szarżami Panów aktorów. Roy'a Scheidera dostającego kompletnego fioła (spoczywa w pokoju od 2008-ego), Richarda Dreyfussa nie mniej obłąkanego, ale bardziej zabawnego (jeszcze dycha i ma się chyba dobrze) oraz Roberta Shawa, którym gdybym mógł być to bym chciał być, taki z niego zimny kozak (od dawna niestety gryzie kwiatki od spodu, a jakby teraz żył to byłby już 93-letnim kozakiem). Reszta refleksji zagubiła się pod wpływem nagłych ataków reklam. STOP. Chociaż nie stop, jeszcze jedną zapamiętałem. Wiem ja, wiemy wszyscy, że seria z tego blockbustera powstała, ale jak to najczęściej bywa, kiedy film bank rozbije osiągając szczyty list kasowych przebojów, to trzeba koniecznie dokręcić kolejne epizody by potencjał finansowy jak gąbkę wycisnąć. Nie tędy droga, w sumie tędy droga, ale do zniszczenia kultu, szybciej czy później. Chyba jednak później, albo już, bo kto pisze takie mecyje po latach o innych szczękowych przygodach? :)
wtorek, 29 września 2020
Whispering Sons - Image (2018)
poniedziałek, 28 września 2020
The Devil All the Time / Diabeł wcielony (2020) - Antonio Campos
Netflix wraz z rozentuzjazmowaną społecznością internetową gorąco poleca i nie jest to akurat rekomendacja na wyrost, gdyż ta opowieść z niezwykle gęstym klimatem oparta na noweli Donalda Raya Pollocka, zdecydowanie zasługuje na tak intensywną promocję. Nie wychodząc poza ramy gatunkowe, jak i nie posiłkując się nader oryginalnymi trikami, nie bardzo chyba znany dotychczas Antonio Campos zekranizował tą przypowieść na zlecenie przybierającego wciąż na sile lidera rynku produkcji omijających kinowe sale. Wprost na kanapę włazi reżyser ze świetnie przemyślana i popartą argumentami tezą Pollocka i mimo, że wykorzystanym uzasadnieniom brakuje błyskotliwości geniuszu, to trudno im odmówić twardych fundamentów i rzetelności. Strach przed wyimaginowanym bożym gniewem, bezradność wobec zdarzeń o charakterze losowym, zakorzeniona w ludzkiej naturze skłonność do przemocy oraz jeszcze kilka innych traum i obłędów, to kapitalne pożywki dla zła jakie człowiek na tej ziemi sieję i krzywd jakie bliźnim wyrządza. Żarliwa religijna wiara, tudzież głęboka wiara cynicznie symulowana, pod lupą D.R. Pollocka przeobrażająca się nie wyłącznie w sytuacjach ekstremalnych w makabryczne odruchy i czyny – oczekiwania i pretensje. A to przecież jasne, że nie Bóg zawodzi, a raczej zdrowe zmysły człowieka zawodzą, prowadząc do bram mitycznego piekła. Podążając za doświadczonym ciężkim życiem głównego bohatera i okrutnym losem jaki go od dzieciństwa prześladuje, to w otaczających go ludzkich postawach dostrzegamy „diabła wcielonego”, a jego samego spostrzegamy jako postać, która niejako walcząc z demonami sama musi uważać, by demonem się nie stać. Wszak okoliczności zmuszają go do działań zbliżających do granicy poza którą jest już tylko nienawiść i zemsta za wszelką cenę. Natłok nieszczęść i skurwysyństwa jest tu porażający, a postaci kręcą się w kółko, brodząc wciąż w tej samej sadzawce przypadków i zbiegów okoliczności. Jest tych nieco naciąganych powikłań od groma, lecz one mimo wrażenia przytłoczenia nie podważają racjonalności forsowanego przesłania, którego z pewnością nie zrozumieją, tym bardziej nie podzielą fanatycy.
P.S. To nie wszystko i wszystko też nie znajdzie się w postscriptum, bowiem sporo więcej niż te kilka zdań do myślenia The Devil All the Time daje. Podam tu tylko jeszcze jeden argument dopingujący do tytułu sprawdzenia, a jest nim walor zawarty w kapitalnie przeprowadzonym castingu i efektownie dobranym aktorskim gwiazdom, tworzącym obsadę składającą się większości z doskonale zapowiadających się wciąż jeszcze czeladników, którzy dali się w ostatnim czasie od najlepszej warsztatowej strony zauważyć. Pośród nich największą rozpierduchę jednak już okrzepły Robert Pattinson czyni i mnie akurat nawet w minimalnym stopniu swoim mimicznym potencjałem nie zaskakuje. Wiedziałem już od jakiegoś czasu, że jest to aktor fenomenalny, potrafiący rzucić o glebę szaloną szarżą. Aktorem który zagra postać przesiąkniętą oślizgłym złem tak sugestywnie, że aż chce się „dać jej w mordę”.
piątek, 25 września 2020
Witchcraft - The Alchemist (2007)
czwartek, 24 września 2020
Viagra Boys - Street Worms (2018)
wtorek, 22 września 2020
The Crystal Caravan - Against the Rising Tide (2010)
poniedziałek, 21 września 2020
Submarine / Moja łódź podwodna (2010) - Richard Ayoade
Powrót to po kilku latach do tytułu, który w pamięci się odłożył, jednak natłok innych wyrazistych produkcji nie pozwolił tak żywo zachować wszystkich związanych z nim refleksji. Stąd fajnie że nadarzyła się okazja do odświeżenia, a bezpośrednia sprężyna by to uczynić tkwiła w drugim już obrazie autorstwa Craiga Robertsa, grającego w filmie Richarda Ayoade główną rolę. Nazwisko Robertsa wtedy jeszcze anonimowe, teraz już odcisnęło swój w świadomości mej ślad, gdyż tegoroczny Eternal Beauty okazał się dziełem wyjątkowym, a wcześniejszą, sprzed już 10 lat kreacją dał się poznać także jako świetnie rokujący młody aktor. Że tak napiszę barwnie "cierpienia mentalne młodego intelektualisty", to film zarówno oryginalnie narracyjne i wizualnie opowiedziany, ale też głęboko przesłaniem i treścią istotną penetrujący obszary mojego zawodowego wychowawczego zainteresowania. Dorastanie i spostrzeganie rzeczywistości z punktu widzenia niebanalnej osobowości Olivera Tate’a (jego tak samo uroczo przeintelektualizowane, jak i irytujące dzielenia włosa na czworo), inaczej dość mroczne, a na pewno dalekie od bajkowej teorii dojrzewanie psychiczne i niełatwe odnajdywanie się nadwrażliwego młodzieńca w społecznych relacjach z rówieśnikami, osadzone jak można się domyślić w kontekście angielskich realiów lat 80-ych jest wdzięczną balladą o fakturze montażowej „sklejki”, lecz mimo pogoni za efektem wizualnym bardzo spójnym i co kluczowe z puentą - w sensie dość przewidywalnym, lecz względnie otwartym interpretacyjnie morałem. Stąd staram się jak mogę używając może zawiłych komplementów zachęcić do seansu, pomimo iż w takiej formule sprzedawane okołomiłosne perypetie nastolatka są dalekie od maksymalnie rozrywkowego charakteru mega hiciarskiej formuły American Pie - której moi rówieśnicy w większości do dzisiaj pozostają sentymentalnymi, czasem o zgrozo też mentalnymi fanami. Innymi słowy zachęcam przy okazji do obejrzenia Eternal Beauty i polecam Submarine tym którzy dojrzeli, ciesząc się że na ile było możliwe jest to film odległy od jajcarstwa debiutanckiego blockbustera Chrisa Weitza.
P.S. Akcja toczy się ospale, emocje w młodych duszach pulsują, a w tle od czasu do czasu rozbrzmiewa głos Alexa Turnera - dla niewtajemniczonych wokalisty Arctic Monkeys. Musiałem się pochwalić, że dostrzegłem, że rozpoznałem. :)
sobota, 19 września 2020
The Road / Droga (2009) - John Hillcoat
piątek, 18 września 2020
Nevermore - The Politics of Ecstasy (1996)
czwartek, 17 września 2020
Katatonia - Last Fair Deal Gone Down (2001)
piątek, 11 września 2020
Elles / Sponsoring (2011) - Małgorzata Szumowska
czwartek, 10 września 2020
The Operative / Perfekcjonistka (2019) - Yuval Adler
wtorek, 8 września 2020
The Pineapple Thief - Versions of the Truth (2020)
poniedziałek, 7 września 2020
Eternal Beauty (2019) - Craig Roberts
sobota, 5 września 2020
Tiere / Zwierzęta (2017) - Grzegorz Zgliński
Długo czekałem na nową
pełnometrażówkę Grega, tfu Grzegorza Zglińskiego (ostatnio machną tylko dwa/trzy seriale, a
wcześniej oczywiście poruszający Wymyk) i kiedy ją już nakręcił, to nie było
okazji by sprawdzić jej jakość aż do teraz. Dał mi jednak jak się okazało
twardy orzech dla moich zwojów mózgowych do zgryzienia, gdyż po pierwsze
Zwierzęta to produkcja niemieckojęzyczna, a ja brzmienia tego języka nie bardzo
lubię słuchać, a po drugie (ważniejsze), nie tego co zobaczyłem akurat się
spodziewałem. Kompletna schiza, pomieszanie z poplątaniem z pytaniami
uporczywymi - o co chodzi, czy Zgliński i jego wspólnik zbrodni pracując nad
scenariuszem do końca nad wyobraźnią panowali i czy po drodze nie zagubili się
w tej powykręcanej historii? Co jest prawdą, co wytworem wyobraźni,
podświadomości czy totalnym zwidem? Gdzie jest sens, gdzie logika? I wreszcie
czy żeby zrozumieć „o co tu kaman”, będę po końcowych napisach musiał podeprzeć
się kogoś bystrzejszego spostrzeżeniami? Podejrzewam teraz zaglądając do
przypisów z marginesu, że ktoś tu się bawi z krytykami, ktoś tu prowokuje do
dyskusji, a sama fabuła Zwierząt ma wtórne znaczenie, gdyż jest tylko
narzędziem wykorzystanym do osiągnięcia celu nadrzędnego jakim nie bardzo
właśnie udany zgryw. Może się czepiam, ale kino traktuje poważnie, a takie właśnie
na nim eksperymenty mocno podejrzliwie.

























