wtorek, 8 lutego 2022

Immolation - Atonement (2017)

 


Sytuacja wygląda tak mianowicie, iż jakakolwiek dotychczasowa, a już przed wieloma laty podjęta próba interakcji z twórczością Immolation kończyła się jedynie wyrażeniem szacunku dla technicznej wirtuozerii i niezrozumienia dla potwornie zamulonego, groteskowo wręcz masywnego brzmienia. Czułem znaczy i w nawiasie dodam, iż nie tylko dlatego że mi zewsząd koneserzy death metalu wmawiali jakoby to w gatunku rzecz wyjątkowa, ale mam nadzieję że ze względu na własny zmysł muzycznego smaku, iż w tym smolistym brzmieniu i kompozycjach pełnych zawijasów jest wielka wartość, której zwyczajnie odkryć w pełni i docenić maksymalnie w stanie nie jestem. Amerykański death bowiem nigdy mnie nie wciągnął tak mocno, jak czyniła jego skandynawska odmiana, więc naturalnie zamiast siłować się z jego jankeską wersją, skupiałem się na smakowaniu jej północnej formuły. Na wysokości Unholy Cult poddałem się zatem całkowicie i aż do dzisiaj nie próbowałem podnieść tej "gwiaździstej" rękawicy. Stało się tak jednak, że promocyjne materiały dotyczące nadchodzącej właśnie Acts of God do mnie dotarły i dwa numery z tej zapowiadanej na luty płyty opętały mnie kompletnie. Zacząłem wnikliwie czytać co i jak od czasu Unholy Cult w ich muzyce się zmieniło i bardzo szybko w ocenach dziennikarskich się pogubiłem. Dokładnie to w szczegółach jak mi one w świadomości namieszały napiszę, gdy już komplet nowych kompozycji przyswoję i jako względny neofita odważę się tutaj własne zdanie o nich wyrazić. Teraz bowiem zajeżdżam ostatni jak dotąd studyjny materiał i stwierdzam wyraźnie, że albo ja do tej pory nic nie rozumiałem, albo gdzieś po drodze tak istotnie zmieniała się nuta Immolation, że właśnie od dzisiaj nadrabiając zaległości będę mógł cieszyć uszy kolejnymi znakomitymi dziełami ekipy z Nowego Jorku. Atonement brzmi genialnie, Atonement wyrywa z obuwia, bo Atonement poraża warsztatem aranżerskim i biegłością instrumentalną. Atonement przeraża siłą oddziaływania, bo chłoszcząc progresywnym death metalem wciąga hipnotyzując i nie pozwala się od siebie oderwać, aż każdy kolejny i zaraz natychmiast za nim następny detal nie zostanie dostrzeżony, a kapitalny motyw i melodia opętując swoim brzmieniem nie zacznie przez powtórzeń zatrzęsienie lekko zamęczać. Kopara mi opadła, bo za cholerę nie spodziewałem się że tak dzisiaj grają i co najważniejsze, iż z taka intensywnością do mnie przemówią. Wrażenia akustyczne jakimi Atonement czaruje, to raz charakterystycznie rozedrgana struktura, dwa struktura tak rozedrgana że nie pozbawiona kapitalnych harmonii i te dwie skrajności oraz cały pozostały arsenał smaczków w jedno doskonałe dzieło spinająca. Wielkim walorem nastej płyty Immolation jest jej wyrazistość i brak powodów dla których nawet dość miernie osłuchany miłośnik death metalu mógłby stwierdzić, że one zlewają się w jedną masę powiązanych ze sobą mało spójnych pomysłów. Death metal Immolation to twór w pełni skończony, w znaczeniu że zawiera w sobie wszystko co powyżej wychwaliłem i wręcz piosenkowego charakter, w którym jest wstęp, rozwinięcie, solówka i zakończenie, a wszystkie komponenty mają wspólny mianownik czyniący całość po prostu znakomitym aranżerskim dziełem. Nie wiem jeszcze co kryje się wcześniej, czym są i jak będą mi smakować wszystkie materiały dotąd nie rozpoznane, ale zakładam że Atonement nie jest wynikiem ogromnych zmian stylistycznych, a wypadkową dłuższej ewolucji, więc mam apetyt i nadzieję na jego zaspokojenie. Póki co niech się ON kręci, dla chwały amerykańskiej odmiany gatunku i mojej rzadkiej przyjemności z jej wielkości odkrywania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj