poniedziałek, 27 lipca 2026

Der Spatz im Kamin / Wróbel w kominie (2024) - Ramon Zürcher

 

Więcej cech teatru telewizji w plenerze, czyli nowoczesnego swobodnego spektaklu, niż charakteru typowej produkcji fabularnej. Powodem zapewne ograniczone fundusze, jak i związana z założeniami wizja artystyczna, by nie odciągać uwagi od rodzinnej dramaturgii, na rzecz rozwiązań stylistycznych. Dlatego jest kameralnie i oszczędnie pod względem artyzmu, za to bogato i gęsto od kumulujących się w relacjach emocji. Opanowanych z przyzwyczajenia, pulsujących pod powierzchnią, rezonujących do wnętrza ale niekoniecznie niezauważalnych, bo przecież gesty, mimika a przede wszystkim spojrzenia zdradzają wszystko co pozornie dla niepoznaki oswojone. Kilkoro równorzędnych postaci, muzyka raczej standardowo podkreślające niepokoje i rosnący poziom intensywności interakcyjnych konsekwencji. Niby wszystko w miarę gra, ale NIBY robi różnicę i reżyser wydający polecenia lub po prostu sugerujący aktorom, dzięki dobremu ich warsztatowi (gra szczera wiarygodna, buzująca jadem, ale i potrzebą ciepła, zrozumienia, uwagi, zauważenia siebie nawzajem) uzyskuje efekt właśnie czegoś wiszącego w powietrzu. Nazbierało się traum, indywidualnych obsesji i namiętności i porozjeżdżało w relacjach, aż do poziomu obojętności czy ekstremalnie prowokacji i nienawiści. W tej lepkiej zawiesinie złożonego, przesiąkniętego brakiem uwagi i oczekiwanego miejsca quasi paranoi, każdy próbuje na własną rękę odnaleźć sposób na trwanie, z małymi przyjemnościami, w skrywanych tajemnicach - a nad całą tą psychologicznie autoagresywną, w finale jednak artystycznie alegorycznie zeschizowaną harmonią, unosi się duch nieobecnej już, ale przez wiele lat skutecznie składającej w głowach córek larwy zaburzeń, toksycznej matki. Ktoś mógłby uzasadnienie nazwać taką familię patologiczną, ale tylko gdy jego dzieciństwo i historia rodzinna oszczędziły mu przeżyć makabrycznych. Wtedy wszystko łatwiej jednoznacznie oceniać, a i spojrzeć na skrzywiony portret rodzinny, zamknięty w popękanym lustrze, na odpowiednim poziomie celnie przy-uważającej wrażliwości, nie ma raczej mowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj