czwartek, 23 lipca 2026

Satyricon - Rebel Extravaganza (1999)

 

W archiwizacji Rebel Extravaganza podeprę się tym co podsłuchałem niedawno i tym co niegdyś doczytałem, idąc w pewnym sensie na łatwiznę i parafrazując opinie z jakimi się zgadzam, bo co miałbym się nie zgadzać, że to materiał przeKOZAK. Poprzedzony raz eksperymentalnym mini Megiddo i mini zajawką, czymś w rodzaju pilota przed długograjem, w postaci Intermezzo II. Nie oglądał się wówczas Satyricon na panujące mody, nie przejmował się ryzykiem odrzucenia nowej formuły po sprawdzonej w bojach i odnoszącej komercyjny sukces Nemesis Divina, bowiem to co intencyjnie tworzyli miało nader wszystko być ekstremalne i szokujące, aby nie wywoływać (to deklaracje i stan rzeczywisty) znużenia. Stąd zmiana image'u, odmienna od poprzedniej produkcja, odcięcie się od pustych, niespójnych często klawiszy, z impetem wbijając w konwencję brudu, tworząc krążek z niestandardowymi aranżacjami. Siarczysty i pierwotny, lecz korzystający z nowych środków wyrazu, z tekstami pełnymi metafor - przekazu do słuchacza w formie lekcji czy innego dopieszczonego ekspresją wykładu. Wówczas w roku 99, w prasie branżowej którą archiwalną mam teraz przed oczami, zebrał komplementy, szczególne od dystrybutora wytwórni, gdzie prócz przekonania o wyjątkowości muzycznej i detalicznie perkusyjnej (kosmiczne tempa i dla równowagi groove - wytrzymałościowe granie, gdzie prędkość nie jest celem samym w sobie, a jedynie istotnym narzędziem), podkreślono zarazem całościowo koncept staranny, z uwzględnieniem formy okładki - bezpośredniej, surowej i tytułu sugestywnego. Rozumiem stronniczość, a tym bardziej rozumiem, kiedy ona pod rękę dzisiaj zasuwa z poddaną weryfikacji czasu oceną Rebel Extravaganza. Dzikiej, a zarazem erudycyjnej muzyki, stworzonej przez mizantropów dla maniaków zimnej, nihilistycznej ale i przebojowej w swej ekstremalnej formule estetyki. Wyszli z lasu, podążyli ku miastu, tworząc przełomową płytę dla gatunku, a dla mnie obierając kierunek, jaki w kolejnych trzech krokach pozwolił nagrać to, co mnie w ich dyskografii najintensywniej wciągając, diabelskim black'n'rollem otumania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj