środa, 22 lipca 2026

Puma Blue - extchamber (2025)

 

Poprzednim pobocznynym eksperymentem Jacoba w obrębie trip-hopowej konwencji Puma Blue był krażek antichamber, który eksplorował, jak pozwoliłem sobie w quasi rece napisać, rejony gdzie miast ubogacać struktury, te się zawęża, przez co brak dodatkowych ingerencji czyni uzyskany efekt esencjonalnym. Antichamber był zatem raczej surowym, w sensie pierwotnym dla stylu właściwego brzdąkaniem w zasadzie akustycznym, natomiast extchamber poprzez pozbawienie całkowite linii wokalnych i skupienie się na wyłącznie użyciu abstrakcyjnych plam wydobywanych z urządzeń o właściwościach syntetycznych, staje się niczym innym jak po prostu totalnym eksperymentem, bądź rodzajem improwizacji, skupionej na obserwowaniu rezonowania dźwięku, jego poziomu doświadczania. Nie wiem jaka była motywacja Jacoba aby stworzyć coś w kształcie, dla którego słowo muzyka jest jedynie pretekstem do jej symulacji, z użyciem zaadaptowanych manipulacji taśmami, nagraniami być może terenowymi. Kompletnie nie są to w moim odczuciu kompozycje, a tym samym nikt przy zdrowych zmysłach nie określi ich piosenkami - abstrahując od braku odgłosów wydawanych paszczą. To mega niejasne, aczkolwiek spójne w formie buczenia (w pierwszym indeksie zdaje się też ustami), trzaski, echa i pogłosy, wywołujące we mnie uczucia klaustrofobicznej obawy, więc domniemam iż w założeniu są minimalistyczną, elektroakustyczną emanacją, psychologicznych demonstracji obecności demonów w jaźni Jacoba. Antichamber uchwyciło według autora "ból czasu", a extchamber mogę podejrzewać, iż tego czasu odzwierciedla paranoiczne lęki. W sumie ja jeb****tki nie wiem co o takich (gdyby je już na siłę klasyfikować depresyjnie ambientowych) akcjach sądzić. Jeżeli nabierają kształtu zarejestrowanego, to są wyraźnie w jakimś celu zdatne artyście, ale mnie dla zdrowia psychicznego to nie bardzo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj