poniedziałek, 20 lipca 2026

The History of Sound / Historia dźwięku (2025) - Oliver Hermanus

 

Na pozór tylko rzewnie śpiewają, tęsknią okrutnie, a wizualna strona wystylizowana na brązy i czernie, wprost dołującej atmosferze dostarcza według intencji reżysera waloru. Miłość między dwoma młodzieńcami w czasach konserwatywnego (proszę rozumieć archaicznego) spostrzegania norm moralnych i kulturowych, takim fotograficznie ilustracyjnym zabiegiem stylistycznym, staje się w pierwszej chwili opowieścią, jaka potrafi mimo wszystko lekko znudzone oko przytulić. Niby snuja charakterem hipnotyzuje i artyzmem dopracowanej formuły oraz świetnie dobranych aktorów urokiem (Mescal, O’Connor), czy ciekawością, co z tej historii bardziej wrzącego, w sensie kontekstowo poruszającego wypełznie wciąga, ale gdybym w to ostatnie nie wierzył i atmosfera by mnie nie kupiła, błyskawicznie dałbym się porwać sennym majakom. Nuda i prostota (czytaj pierwszy odruch na slow motion) i niski poziom złożoności (główny wątek jeden i pozostałe uczynne wobec kluczowego), przyczyniły się jednak paradoksalnie u mnie do wyzwolenia ciekawości, zarazem skutecznie unikając odpływu w sen lub inne czynności. Gdy się bohaterowie widzą, dużo rozmawiają, zaglądając sobie głęboko w oczy, docierając do najgłębszych poziomów własnych intymności, a scenariusz przechodzi w naturę bardziej przygnębiającej wersji Brokeback Mountain - w czym się z Lalu niemal telepatycznie zgodziliśmy. Wtedy Lalu mi zaczyna do uszka opowiadać (a ja słucham jak należy, zaklęty), że dla niej to melodramatyczna opowieść o wzajemnej pasji, miłości i fascynacji, zanurzona w naturalnych dźwiękach natury, zapachu lasu, szumie drzew, śpiewie ptaków, powiewie wiatru - ukrywająca się w ciepłych nieśmiałych spojrzeniach, subtelnych gestach, gorącym dotyku bliskości. Urocza (dla kobiet mniemam zapewne intensywniej) wędrówka dwójki zakochanych w poszukiwaniu muzyki ludowej przekazywanej z pokolenia na pokolenie, na tle dramatycznych wojennych rozstań i powrotów. W celu utrwalenia obyczajowości, dziedzictwa, by ocalić od zapomnienia - głos, śpiew, słowo, dźwięk, melodię, historię. Wyprawa kształtująca uczucia, budująca przyjacielską relację w namiętnym splocie miłosnym. Romans niespełniony, niezaspokojony, tęskniący, melancholijny z bolącym, rozciągniętym, przenoszonym w czasie, finalnie aż w kierunku starości zakończeniem. Świetny duet na ekranie: nieco wycofany, empatyczny, o cichej wrażliwości Lionel (Mescal) oraz fascynujący kryjącą się w oczach tajemnicą i mrokiem w pięknej duszy David (O'Connor). Skradli serce Lalu i dzięki Lalu wrażliwości, mnie też połechtali, obowiązkowo po hetero męsku tam, gdzie pod warstwą ochronną czyste, nieskażone serduszko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj