Okej, okej, jestem zdecydowanie bardziej na tak, niż na nie, gdy należy podsumować efekt oddziaływania tejże włoszczyzny na gust filmowy, te słowa w klawiaturę wbijającego kolesia. Muccino raz mi leży i jestem nieomal zachwycony, innym razem z jego sposobem filmowego spostrzegania mi nie po drodze, a jeszcze pojawiały się do tej pory sytuacje, gdy raczej jego obraz z początku rezonując, to finalnie z czasem przelatywał, gdyż dostosowywał mocne tematy do poziomu hollywoodzkich stanów przeciętnemu widzowi przyjaznych - patrz przykładowo na Siedem dusz i W pogoni za szczęściem. Obecna produkcja, na potrzeby tekścicha nazywana bieżącą, jest bliżej tego co ponad ten stan wyrastało, a kojarzy mi się z takimi fajnymi rzeczami jak W domu wszystko ok. i Najlepsze lata, a i w moim odczuciu na pewno stanowi rodzaj rekompensaty za katorgę podczas ostatniego jak dotąd od rzeczonego seansu Do samego końca. Zaczyna się niewinnie, dalej wiarygodnie eskalując. Włoskie emocje narastają i potrafią w momentach newralgicznych wręcz zdmuchiwać, bo to też rodzaj makaroniarskiego ekspresyjnego chaosu, w którym swoje miejsce naturalnie posiada poetyka namiętności, fikuśnie zmysłowo melodramatyczna - może dla wrażliwców o wyższych potrzebach artyzmu, nieco przesadna. Z pozoru, gdy lukamy z perspektywy startowego rozwijania tematu, więcej w nim lajtu, niż siarczystego dramatu, ale należy dać czas fabule by nabrzmiała i od kulminacji poczęła wybrzmiewać ekstatycznie poruszająco-przestrzegająco. Bowiem Muccino bieżący jest dobrze napisany, rozpędzający się i wbijający z impetem w finale świadomie w spodziewaną ścianę. Kończy się wówczas już stanowczo, zabawny jego charakterek, jakaś przekorność i puls urlopowej beztroski - bez rezygnacji jednako z piękna egzotyki miejsca i czaru światła. One pozostają i do ludzkiej tragedii, dodają kontrastowego kolorytu, tak jaskrawo metaforycznie, jak wprost dobrze sytuowani, dobrze ubrani i zadbani, ideolo (wzory zadowolenia) bohaterowie, tracąc grunt pod nogami i stając się bezbronnymi, bezradnymi pośrednimi ofiarami własnych zaniedbań i pokus. To jest mocne, to jest intensywne i to sprawia, że postaci dosłownie, a alegorycznie lokacje, celnie odzwierciedlają labirynty ludzkich emocji.
P.S. Dla Caroliny Crescentini nominacja do większych laurów w kategorii mega dobrze zagrana histeryczka by się należała, a dla Muccino obok uznania ogólnego, jeszcze plus duży za konkretne wyciągniecie przed orkiestrę figury bystrej i pyskatej ofiary jej nadopiekuńczości.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz